RSS wpisy lub komentarze

Początki & Klienci tosza dnia 10 marca 2007 03:15 po południu

Jak sie wypromować?

Spotkałem się z dwiema „szkołami”:

  • zacząć od zera i wysyłać CV do biur;
  • zebrać doświadczenie, które niekoniecznie jest wynikiem współpracy z biurami czy też klientami biznesowymi.

Z którą się zgadzam? Z obydwiema.

Pewne jest jedno - żaden papier nie otworzy drzwi biur ani drzwi firm i na widok dyplomu, certyfikatu ani na piękne oczy nikt nie da pracy, o ile nie udowodnimy, że coś tam jesteśmy warci.

Więc co robić? Walczyć.

1. Przygotować CV

Na początek będzie ono puste, ale można je dość łatwo sukcesywnie zapełniać. W jaki sposób, skoro nie dzięki współpracy z firmami? Ano chociażby tak:

  • tłumaczeniami dla organizacji pozarządowych, w projektach nonprofit;
  • udzielaniem się na forach i grupach dyskusyjnych;
  • utworzeniem własnej strony www (która jest niezwykle istotna).

Jednej rzeczy jednak przenigdy nie wolno robić - nie wolno tłumaczyć komercyjnych projektów za darmo ani po stawkach poniżej przyzwoitości. NIGDY. Dlaczego? Bo to psuje rynek i odbije się na was samych w przyszłości. Teraz jeszcze tego nie odczujecie i będziecie się cieszyć z uzyskanego doświadczenia, a może i nawet z jakichś pieniędzy. Jednak za kilka miesięcy/lat, gdy będziecie słyszeć: „eee… pani, nam to student przetłumaczy nie za 60 tylko za 15zł od strony”, to was szlag będzie trafiał. Rynek się przyzwyczaja do zaniżonych cen, lecz nie bierze pod uwagę tego, że w parze z odpowiednią ceną, idzie zazwyczaj odpowiednia jakość. W sytuacji kiedy ludzie desperacko szukają doświadczenia, są oni skorzy do pracy za darmo lub prawie za darmo. Przeraża mnie trochę takie krótkowzroczne myślenie. Poza apelem że kopiecie pod sobą dół, postępując w taki sposób, nie mogę zrobić.

Poza tym - chwila na myśl o zabarwieniu populistycznym: czy po to tyle lat się uczycie języków, gromadzicie inną wiedzę, żeby na waszej pracy ktoś żerował? Zleceniodawców jest mnóstwo, są mniej i bardziej rozsądni, są tacy, co wybiorą studenta za 15zł i tacy, którzy wiedzą, że za 60zł dostaną tekst, który praktycznie może iść bezpośrednio do klienta/do druku, bo tłumacz licząc sobie taką stawkę, zapewnia najwyższą jakość. Więc szukajcie zleceniodawców, którzy wymagają, płacą i szanują.

NIGDY ZA FRIKO DLA BIUR ANI DLA KLIENTÓW.

2. Próbki

Większość biur w dużej mierze buduje opinię o nowym tłumaczu na podstawie próbki tłumaczenia. Dlatego też warto wysyłać nawet prawie puste CV, ponieważ ocena „przydatności do pracy” zostanie wydana w oparciu o jakość przetłumaczonej próbki.

Próbki mają kilka zalet:

  • truizm - dobrze przetłumaczona próbka, to droga do pierwszych zleceń;
  • na początku dają pojęcie, bardzo ogólne, ale zawsze jakieś, o tekstach jakich możemy się spodziewać z naszej dziedziny;
  • biura przesyłają ocenę próbki wraz z listą błędów, a niektóre z nich oferują bardzo wysoką jakość obsługi, więc z samej oceny można się wiele nauczyć;

Niektórzy znajomi tłumacze piętnują próbki, mówiąc, że nie trzeba nic udowadniać, że w pierwszym zleceniu „wyjdzie szydło z wora”, że to wykorzystywanie tłumacza. Ogólnie się nie zgadzam, ale przyznaję rację stwierdzeniu - rynek zweryfikuje tłumacza. Mimo to staram się też postawić w sytuacji biura. Właściciel wcale nie musi skakać z radości, że zweryfikował nowego tłumacza na pierwszym położonym przez niego zleceniu. I nie dziwię się biurom, że wolą poznać umiejętności tłumacza po próbce, a nie po (tfu, tfu) skrewionym zleceniu.

Inna kwestia to nieuczciwe biura, rozsyłające aplikującym tłumaczom partie własnych zleceń jako testy. To paskudna praktyka. Jednak, z tego co obserwuję, już nieczęsto stosowana. Chyba biura w końcu zrozumiały, że takie praktyki mają krótkie nogi, a i z pewnością jakość tłumaczeń nie stała na najwyższym poziomie. Brawo - rzeczy zmierzają ku lepszemu.

Ostrzeżenie: jak poznać, że biuro chce was wykorzystać?

  • próbka jest podejrzanie długa;
  • tekst jest z jednej dziedziny, choć wybraliście w arkuszu aplikacyjnym/opisaliście kilka dziedzin, w których czujecie się mocni;
  • tekst wygląda na wyrwany ze znacznie szerszego kontekstu.

Oczywiście te rady są dość ogólne, jeśli jednak opisane powyżej okoliczności zachodzą, to można mieć już pewne podejrzenia.

Reasumując: jeśli dobrze przetłumaczycie próbkę, to biuro was doda do swojej bazy tłumaczy, za nic mając brak doświadczenia. Ważnym jest, abyście dostarczali teksty dobrej jakości. Oni też wiedzą, że każdy tłumacz kiedyś zaczynał od zera i doświadczenie nie bierze się z powietrza.

3. Projekty non-profit

Warto przeszukiwać Internet pod kątem tego typu projektów, bo jeśli się chce, to można znaleźć ich dość sporo. Gdzie szukać? Na dobry początek dwa adresy:

  • Organizacje pozarządowe: http://www.ngo.pl/. Najróżniejsze organizacje szukają wolontariuszy i oferują normalną pracę dla tłumaczy.
  • Creative Commons: http://creativecommons.pl/ - projekt, którego celem jest stworzenie alternatywy dla istniejącego systemu prawa autorskiego, które ogranicza możliwość tworzenia i korzystania z dóbr kultury.

Poza tym wiele dystrubucji systemu Linuks nadal nie jest do końca zlokalizowanych, a ludzie zajmujący się tym zawsze szukają chętnych klawiatur do pracy. Podobnie jest z innymi aplikacjami, choćby z okolic Firefoxa, Thunderbirda i Sunbirda.

Podałem kilka przykładów i to tylko z mojej działki. Jeśli zaczniecie szukać na własną rękę, z pewnością znajdziecie więcej różnego typu akcji, przedsięwzięć i grup poszukujących tłumaczy.

4. Być aktywnym

Po prostu - udzielać się na forach, na grupach dyskusyjnych. Pokazywać swoją obecność, brać udział w najróżniejszych projektach. Nie chodzi też tylko o to, aby być aktywnym na początek. Aktywność sieciowa powinna być utrzymywana cały czas. Z serii „truizmy”: właśnie dzięki znajomościom nawiązanym przez Internet można brać udział w najciekawszych projektach. Na forach, grupach, portalach tłumaczeniowych przewija się najwięcej ofert współpracy, które zazwyczaj nigdzie dalej nie wychodzą. Aktywność to również możliwość pomagania innym tłumaczom w kwestiach terminologicznych, jak również otrzymania takiej pomocy.

5. Własna strona WWW

Własna strona WWW świadczy o was i o waszym podejściu do pracy. Konto czy też profil na www.proz.com lub www.globtra.com to nie to samo, co osobna strona. Po co strona?

Wizytówka

Wasza strona to rozbudowana wizytówka, gdzie możecie się pochwalić swoimi umiejętnościami, doświadczeniem, wykształceniem itd. Strona nie powinna być przeładowana informacjami ani też nie powinna świecić pustkami. Więc poza adresem e-mail i numerem telefonu warto napisać coś o sobie, zamieścić CV, przedstawić specjalizacje. Poza treścią ważny jest też wygląd strony. Nie upychajcie na stronie apletów java, skryptów, latających zegarków, migających wskaźników, flasha ani innych pierdół, bo to tylko rozprasza, utrudnia orientację i zniechęca odwiedzających do dalszego przeglądania. Z drugiej strony - gustownie wykonana strona zachęca do zagłębienia się w treść i wywołuje już na starcie pozytywne wrażenie. Najpierw informacje, potem wygląd; w takiej właśnie kolejności i żadnego składnika nie można zaniedbać.

Poważne podejscie do swojej pracy

Strona WWW, w połączeniu z byciem aktywnym, stanowi pośredni „dowód” na to, że istniejemy gdzieś w sieci, że coś o nas wiadomo, że nie pojawiliśmy się z nikąd 10 sekund temu, tylko już coś robimy i podchodzimy do tego z pełną powagą. Osoby inwestujące na giełdzie dostają szału, słysząc wypowiedzi typu „jak zacząć bawić się w grę na giełdzie”. Na tej samej zasadzie mnie skręca, gdy słyszę: „jak tak sobie tylko dorabiam po zajęciach w szkole, po co mi strona”. Jeśli samemu tłumaczowi nie zależy na poważnym podejściu do pracy, to nikt nie będzie go/jej traktował poważnie.

Podsumowanie

  • przygotować i ROZSĄDNIE wypełniać CV;
  • dla biur/klientów nie tłumaczyć za darmo ani po stawkach głodowych;
  • udzielać się tam, gdzie może to być pomocne;
  • poważnie podchodzić do zawodu.

Spostrzeżenia? Uwagi? Piszcie komentarze.

Liczba komentarzy: 11 , na temat: “Jak sie wypromować?”

  1. dnia 11 marca 2007 o godz. 12:46 po południu 1.Cathy

    odnośnie psucia rynku przypomniała mi się historyjka o młodym, wykształconym mężczyźnie, który na rozmowie kwalifikacyjnej zaproponował, że przez miesiąc będzie pracował za darmo, by móc pokazać swoje kompetencje, żeby firma wiedziała, że się nadaje :)
    nie, moi drodzy, tak nie robimy :)

  2. dnia 15 marca 2007 o godz. 10:30 po południu 2.Maja

    Z przyjemnością przeczytałam kolejny wpis - w całości się z nim zgadzam. Porównałam sobie kroki, które opisałeś, z krokami podejmowanymi przeze mnie (bo jestem własnie na etapie zdobywania doświadczeń). To prawda, że zdarzają się nieuczciwe biura, ale “fałszywe” próbki da się rozpoznać. Na szczęście mnie coś raz tknęło i nie przejechałam się, a teraz mam juz pewność, że to była “fałszywka”. To prawda, że jeśli się zrobi próbki dobrze, można nawiązać współpracę z biurem nawet bez doświadczenia. Ja uważam, że nawet lepiej jest zaczynać od biur niż od bezpośredniej współpracy, bo ma się wtedy kogoś nad sobą, można sie uczyć z weryfikacji i nie ma mowy o zaniżaniu stawek (no chyba ż biuro jest nieuczciwe i od mniej doświadczonych bierze mniej, ale nie spotkałam się z taką praktyką).
    Współpraca z organizacjami non-profit może być świetną okazją na zbieranie doświadczenia, przy czym najlepiej jest w jakiejś działać - wtedy okazje same przychodzą. A i grono ludzi, którzy mogą się stać przyszłymi klientami lub nagrac nam jakieś kontakty, znacznie się poszerza. Strona www? Muszę pójśc za Twoją radą i stworzyć sobie własną.

  3. dnia 15 marca 2007 o godz. 11:41 po południu 3.tosza

    Do Cathy:
    Ideą pracy jest to, że dostajemy za nią płacę. Praca bez pieniędzy się nazywa niewolnictwo, że sobie tak ostro strzelę.

  4. dnia 15 marca 2007 o godz. 11:51 po południu 4.tosza

    Do Mai:
    Najlepiej ponoć jest zaczynać od pracy na etacie pod czujnym okiem doświadczonych ludzi, ale nie zawsze się da, nie każdemu to pasuje i nie każdy tak chce. A kontekty to zawsze podstawa i te nawiązane (te dobre!) trzeba pielęgnować.

  5. dnia 04 kwietnia 2007 o godz. 10:56 po południu 5.zgoorek

    Polecam grupę pl-p-t (to skrót od Platnosci-Problemy-Tlumacze) na serwerze Yahoo. Uchroni od wielu niepotrzebnych rozczarowań.

  6. dnia 05 kwietnia 2007 o godz. 12:54 po południu 6.tosza

    Witam,
    Do: zagoorek
    Dziękuję za komentarz. Pl-p-t znam, (jak i inne grupy na yahoo) lurkuję i polecam także.

  7. dnia 09 czerwca 2007 o godz. 9:42 po południu 7.Marcin

    “dobrze przetłumaczona próbka, to droga do pierwszych zleceń”

    sport, to zdrowie — sport to zdrowie?

    pozdrawiam

  8. dnia 15 kwietnia 2008 o godz. 7:34 po południu 8.Jacek Maksymiuk

    Moi drodzy,

    Z przyjemnascia i zaciekawieniem przeczytalem sekcje jak sie wypromowac. Ja posiadam wlasne biuro tlumaczen (www.clubtranslation.com)
    Znajdujemy sie w USA i dzialamy poprzez internet. Tutaj w USA wyglada to troszeczke inaczej. U mnie nikt nie musi przekladac tekstow za darmo.
    Nie moge sie natomiast zgodzic z opinia ze praca bez pieniedzy to niewolnictwo (to bylo w jednej z opinii). W USA bardzo rozpowszechiony jest system pracy darmowej - i nazywa sie to praktyka zawodowa. Wielu mlodych ludzi tak zaczyna swoja kariere, i tylko w ten sposob moga oni pokazac, ze znaczaca firma na rynku zatrudnila dana osobe. Tak przy okazji, nie jest latwo zdobyc tu praktyke zawodowa (nawet bezplatna). Oczywiscie nie ma to nic wspolnego z wyzyskiem jaki jest obserwowany w Polsce.

  9. dnia 03 czerwca 2008 o godz. 10:02 po południu 9.movable

    A jest jeszcze takie zjawisko: biuro rozsyła do kilku tłumaczy freelancerów spikniętych z biurem informację o czekającym na nich zleceniu i prosi o wycenę. Potem odbywa się “przetarg” i kto obstawił za wysoko odpada…

  10. dnia 08 czerwca 2008 o godz. 11:05 przed południem 10.tosza

    Wiele jest różnorodnych zabiegów stosowanych przez biura i niektóre są niesprawiedliwe z naszego punktu widzenia, ale zawsze mamy wybór, czy wchodzimy w dane zależności i podejście do nas, czy też idziemy do innego biura, a tych jest na tyle dużo, że każdemu moim zdaniem uda się znaleźć partnerów, z którymi się dobrze współpracuje.

  11. dnia 08 czerwca 2008 o godz. 11:25 przed południem 11.tosza

    Cześć Jacku,

    Jednak się będę trzymał tej zasady, że pracuje dla profitów - zawsze i wszędzie tak powinno być. Praca bez wynagrodzenia to już swoista patologia, bo czas, kiedy nie zarabiam, wolę spędzać na rzeczach, które mnie bawią. Realia niekiedy zmuszają do reewaluacji swoich poglądów, ale darmowe praktyki pojawiły się, kiedy pracobiorcy zaczęli się zgadzać na otrzymywanie samego doświadczenia bez zarobków i to w znacznej części jest wina pracobiorców. Pracodawca “tylko” sprawdzał, czy aby taki numer przejdzie. No i przeszedł, i się rozpowszechnił, i się przyjął.

Śledzenie wpisu

Wpisz komentarz