Początki & Klienci & Warsztat tosza dnia 15 lipca 2007 01:09 po południu
O próbkach
O próbkach już wspominałem kiedyś tutaj.
Do tłumaczeń testowych, próbek zawsze się przykładamy, to fakt. Niemniej jednak jakkolwiek byśmy się nie przykładali to niekiedy może coś pójść nie tak. Spójrzmy prwdzie w oczy - każdy popełnia błędy; od tych trudnych do wychwycenia samemu, do tak karygodnych jak niewłączenie spellchecka (i to też się może stać). Zdarza się i już. A kiedy zdarzy się to w próbce, to nie jest ciekawie. Wystawiamy sobie parszywą opinię - tłumacz, który nie przyłożył się do tysiącznakowej próbki = tandeciarz i od tej opinii u danego klienta może nie być już ucieczki. Klient, dla którego przesłaliśmy marną próbkę, nas nie zatrudni koniec i kropka. Skoro “nie zależy” nam na jakości przy krótkiej próbce, która ma być naszą wizytówką dla danego klienta, to pewnie nie będzie nam zależeć też przy zleceniu. Krótka piłka.
Aby na pewno?
Ano, przy solidnych podstawach i pewności siebie odnośnie do kompetencji, można popróbować.
1. Spokojnym rzeczowym tonem odpowiedzieć na wiadomość z nieciekawymi dla nas rewelacjami. Jeśli klient nie załączył korekty próbki, poprosić o to lub o wyjaśnienie, dlaczego próbka została odrzucona. W przypadku gdy klient jest fair, powinien odpowiedzieć, wyjaśnić sprawę dokładnie, przedstawić błędy i umotywować ogólnie swoją decyzję.
2. Jeśli już mamy skorygowany tekst, sprawdzić, czy aby na pewno ocena klienta jest słuszna. Zazwyczaj niestety jest, ale nie zawsze. Korektor też człowiek i może się pomylić, źle zinterpretować, nie doczytać itp. W przypadku niejasności - pisać do klienta i to jak najszybciej.
Piszę o tym, ponieważ kiedyś sam miałem taką sytuację: pracowałem na dwóch wersjach pliku-próbki. W przypadku jednej z nich włączyłem spellchecka, usunąłem podwójne spacje i spacje przed znakami interpunkcyjnymi itp., w drugiej tego nie zrobiłem. Odesłałem przez nieuwagę tę drugą wersję. Korektor oczywiście ją odrzucił. Jednak udało mi się porozumieć z klientem, który przesłał drugą próbkę. Z tą nie było juz problemów, chociaż kilka specyficznych wiadomości wymieniliśmy z klientem.
Potem przyszedł czas na pierwsze zlecenie. I ja, i klient byliśmy zadowoleni: ja ze względu na szczegółowość i przywiązywanie wagi przez klienta do maksymalnej poprawności tekstu, szybkie odpowiedzi na moje zapytania i ogólnie profesjonalne podejście; klient - ze względu na moją jakość tłumaczenia i dokładność.
Reasumując: należy przykładać się do próbek, bo w dużej mierze to właśnie one świadczą o jakości oferowanych tłumaczeń. Każdy popełnia błędy, ale nawet ze spartaczonej próbki można niekiedy wyjść na prostą, tylko trzeba chcieć.